KRYM – „w żyjących języku nie ma na to głosu”

Autor: Dominika Polok, Licencja: Copyright

W sobotę planowaliśmy w końcu dotrzeć na plażę. Tak się jakoś złożyło, że przez tych kilka dni nie mieliśmy okazji poleżeć plackiem na ręczniku i wykąpać się w morzu. Rano wsiedliśmy w marszrutkę i postanowiliśmy zobaczyć Jaskółcze Gniazdo – ikonę Krymu. Jaskółcze Gniazdo jest ulokowanym na wysokiej skale przecudnej urody zameczkiem. Niewielkim, ale bajkowym – powiedziałabym nawet, że trochę disney’owskim. Widoki z tarasów widokowych w tym miejscu są rewelacyjne, a zdjęcia z zamkiem w roli głównej można zrobić przepiękne. Po drodze trzeba przejść niezliczoną ilość schodów i minąć rzędy straganów, a także panów oferujących fotki z przeróżnymi zwierzątkami. O ile małpa już na mnie wrażenia nie robiła, to orły były zaskakujące, podobnie jak ogromne kruki. Widok pawia spacerującego na smyczy przywitałam już z całkowitą obojętnością w myśl zasady: niczemu się nie dziwić. Po powrocie do Ałupki skierowaliśmy się ku najbliższej plaży. Plaża to zdecydowanie duże słowo w tym wypadku… Trochę kamieni, które z czasem jak nasilał się przypływ znikały pod wodą całkowicie, a dookoła wszystko wybetonowane.

Widok ze skalnego miasta Czufut-Kale

Widok ze skalnego miasta Czufut-Kale

Niedzielę i poniedziałek przeznaczyliśmy w stu procentach na relaks i dokładniejsze zwiedzanie Ałupki. Znaleźliśmy lepszą plażę i tam spędziliśmy cały dzień – pływając, zajadając czebureki, opalając się… Cudowne fale, cudownie ciepła woda (i potwornie słona przy okazji oczywiście)… jedynym minusem był brak piaszczystej plaży, ale przy wyposażeniu w odpowiednie buty kamienie nie były przeszkodą. Czas spędziliśmy przesympatycznie, chociaż niektórym słonko za mocno przygrzało i zmienili barwy na czerwone.

We wtorek o poranku część ekipy udała się na śniadanie do miasta – w akcie protestu przeciw złodziejskim cenom w hotelu. Zachwycił nas kelner biegnący do sklepu, po czym oświadczający nam, że „Chliba niet…”. Trudno, można przecież jeść jajka bez chleba! Około 10:00 spotkaliśmy się pod hotelem z Osmanem i wyruszyliśmy na najbardziej niesamowitą wycieczkę wyjazdu. Zajęłam jedno z dwóch honorowych miejsc w bagażniku, przez co podróż była jeszcze bardziej niezwykła. Całość jest nie do opisania, bo to trzeba przeżyć. Widoki nieziemskie, ludzie cudowni, no i… restauracja, do której zabrał nas na obiad. Zbudowana przy prywatnym domu, na powietrzu, złożona w całości z podestów, na które wchodziło się bez butów. A wszędzie dookoła piękne dywany. Domowe piwo i wino, dobre jedzenie… żyć nie umierać! Woził nas praktycznie cały dzień, pokazał kilka pięknych miejsc, których z pewnością sami byśmy nie zobaczyli, opowiadał legendy i chyba nas polubił. Z pewnością polubił koleżankę, do której błyskał w lusterku swoimi złotymi zębami.

Jaskółcze Gniazdo

Jaskółcze Gniazdo

Niestety nadeszła w końcu środa, dzień wyjazdu. Wizja kilkudziesięciu godzin podróży była przerażająca, zwłaszcza, że już raz to przerabialiśmy. Ale daliśmy radę, mimo gorszych miejsc w pociągu, mimo długich przestojów między kolejnymi środkami transportu i mimo spędzenia pięciu godzin na ukraińsko-polskiej granicy w środku nocy. Przeżyliśmy. Dojechaliśmy cali i zdrowi. Pozostają wspomnienia: tych ludzi, krajobrazów, do gorącego wiatru i ciepłej, słonej wody, zachodów i wschodów słońca widzianych z balkonu, słodkich i soczystych arbuzów niebywałych rozmiarów. Tęsknota do całej magii jaką ma w sobie Krym. I nadzieja, że kiedyś tam wrócimy.

O autorze
Dominika Polok
Urodziła się w Święto Niepodległości Mongolii. Wielka miłośniczka herbaty. Ubolewa, że jej ulubiony gatunek zniknął z rynku ale dzielnie wynajduje nowe herbaciane smaki, którymi osładza swój ból rozstania z Goldem. Do herbaty najlepiej pasuje książka. A jeszcze lepiej kryminał. Chmielewska i Christie rozpanoszyły się w jej biblioteczce. Kiedy nie czyta zwiedza Polskę. Czasami krajoznawczo, czasami koncertowo. Na Europę też już się porwała. Ukraina nie raz przetrwała jej turystyczny nalot, wszystko z miłości do tego kraju. Przede wszystkim kocha swój Śląsk, ale ma też duży sentyment do stolicy Dolnego Śląska. Umie też osiągać różne szczyty. Szczególnie głupoty i górskie. Planuje nawiedzić Szwedów i odwdzięczyć się im za potop, dlatego też pilnie studiuje wszystko co dotyczy Skandynawii. A oni, nieświadomi niczego, jeszcze nawet się nie zaczęli bać.

Zobacz też